wtorek, 11 listopada 2014

Od Brooke

Obudziłam się wcześnie rano. Była chyba godzina szósta. Wstałam z łóżka i szybko wyciągnęłam swoje ulubione ciuchy- czarną bluzkę z nadrukiem Jack Daniels i krótkie spodenki. Ubrałam się, a następnie uczesałam włosy. Wzięłam jeszcze tylko gumkę do włosów i założyłam ją sobie na rękę, aby później związać sobie włosy. Oczywiście jeśli będzie taka potrzeba, bo nie lubię chodzić w kucyku, a kok przy moich długich włosach wygląda bardzo źle. 
Szybkim krokiem weszłam do kuchni. Zaczęłam szperać po szafkach, aż w końcu znalazłam krem czekoladowy. Położyłam go na stole i wyjęłam z chlebaka dwie kromki chleba. Posmarowałam kremem chleb i bez żadnego pośpiechu zjadłam posiłek. Bo w końcu zaczynam lekcje za godzinę. Po dość długim czasie zerknęłam swoimi dwukolorowymi oczami na zegar wiszący na ścianie. 
- Do lekcji zostało jeszcze dwadzieścia minut. Powinnam już wychodzić.- pomyślałam i szybko wyszłam z domu. 
Przygotowałam mojego konia Frost' a i wyszłam na halę. Dzisiaj pogoda była zmienna. Raz padał deszcz, raz było słońce. Ale nie warto ryzykować. Wzięłam lonżę i zaczęłam lekcje.
Po długim czasie godziny mojej pracy się już skończyły. Ale ani ja ani Frost nie byliśmy zmęczeni. Więc pojechaliśmy na przejażdżkę. Było cudownie. Nie ważne że zaraz może zacząć lać. Włosy powiewały mi na wietrze. Czułam się tak... inaczej. 
Zaczęło się już ściemniać, a ja ciągle byłam w lesie. 
- Został mi jeszcze jakiś kilometr do Ośrodka.- pomyślałam patrząc się w dal. Zauważyłam ludzką sylwetkę w krzakach. Nie ukrywam że się przestraszyłam. Myślałam że zaraz zawału dostanę. Oświetlał mnie srebrzysty blask księżyca. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Nie mogłam sobie tego ubzdurać, przecież nie zwariowałam! W moich oczach było widać nagły błysk. A osoby które kiedykolwiek się bały, lub po prostu wiedziały kiedy ktoś się boi mogły w tych nieszczęsnych dwukolorowych oczach ujrzeć strach. Zatrzymałam się.
- J-j-jest tu ktoś?- spytałam rozglądając się na wszystkie strony.
Ktoś?

Od Matthev CD Swietlany

Popatrzył na nią kątem oka. Może...Może powiedzieć jej? Przydałaby mu się jedna, wtajemniczona osoba... Po chwili namysłu powiedział:
- No więc...Nie wygadasz?- zwrócił swój wzrok na Swietlanę. Położył ręce na kolana i spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
- N-Nie...- odpowiedziała lekko zdziwiona. Nim zdążyła coś powiedzieć, Matt rozdziawił usta i zaczął opowiadać:
- Tak naprawdę to... Nazywam się Matt. Kojarzysz coś...?- przytaknęła. Potem zaczęła słuchać go uważnie, z wielką ciekawością.
- Więc bez niepotrzebnych słów, przejdę do rzeczy... Kiedy miałem 15 lat popełniłem pierwsze przestępstwo; okradłem bank. Miałem take zlecenie od Masscarpona, mojego kolegi z gangsty, którego poznałem na ulicy. Siedział w rogu, pomiędzy śmietnikiem a ścianą. Zaproponował mi wstęp do klubu Coco Bongo. Poszedłem tam wieczorem, po skończonej szkole. A tam- wkręcił mnie do ów skoku. I tak znalazłem się w szajce "Blood Aliance". Po skończonym skoku... Wydałem jego kryjówkę. Chciał mnie zabić, ale wtedy pojawiła się Angel, której więcej nie zobaczyłem. Szukała mnie policja, a tak naprawdę byłem nie winny. Zostałem wkręcony. Kiedy błąkałem się po świecie znalazłem Silvie. Była wycieńczona. Zaopiekowałem się nią i tak zostaliśmy przyjaciółmi... Potem znalazłem się tu. Teraz jestem jakieś...20km od domu.

< Swietlana? >

Pierwsza instruktorka - Brooke


Brooke Angel
Instruktorka

Od Swietlany CD Matteva

- Stan twój i twojego konia chyba też nie jest przypadkowy. - Zatrzymałam Champange, którego prowadziłam na poranny popas. Klacz tego chłopaka wyglądała przy nim okropnie. - Jestem Swietlana. Mogę jakoś pomóc?
Seevay spojrzał na swoją pobrudzoną bluzę, stan swojego konia, który ledwo zipiał.
- Eeem... Chyba tak. - odpowiedział cicho i zeskoczył na ziemię. Chwycił za sznurki robiące za "ogłowie".
- Choć, ty pójdziesz pod prysznic, a ja się zajmę twoją fryzką. - uśmiechnęłam się. Chłopak trochę niepewnie ruszył za mną do stajni hodowlanej, gdzie stał mój wałach. Akurat obok niego było wolne miejsce. Powiedziałam mu, żeby tam wstawił swoją klacz. Nawet nie wiem jak ona ma na imię...
- Jak się nazywa? - spytałam nagle. Zaskoczony pytaniem Seevay odpowiedział dopiero po chwili.
- Silvie. 
- Ładnie. Zaprowadzę cię pod prysznic, a w tym czasie ją trochę nakarmię.

***

Pół godziny potem i chłopak i klacz jedli, a raczej pałaszowali swoje śniadanie. Siedzieliśmy obydwoje na snopkach siana naprzeciwko boksów.
- Skąd ty się tutaj w ogóle wziąłeś?

(Mattev?)

Od Mattheva- Nowy rozdział

Powoli i z wielkim mozołem Silvie ciągnęła Matta na swoim grzbiecie. Kopyta były brudne, od piachu i błota, a sam Matthev wyglądał jak potwór z bagien. Słońce prażyło, choć to trochę dziwne na obecną porę roku. Klacz prawie padała na ziemię, ale dobra aura Mattheva postawiała ją na nogi.
~*~
Na horyzoncie pojawił się zarys budynku. Chłopak poklepał klacz po szyi i powiedział:
- No, spokojnie. Patrz tam, cywilizacja!- pokazał na budynki, wrzeszcząc. Bolało go już krocze, ponieważ nie miał siodła, a lejce i uzdę zrobił ze starego sznurka. Kopytka klaczy były zdarte; okropny stan. Czaprak to stary worek po ziemniakach, znaleziony koło wysypiska. Ponaglił ją trochę i mimo bólu klacz pocwałowała w kierunku... Stajni? Matt poprzyglądał się ciemnym kształtom w oddali. To ośrodek jeździecki. Tam mogą obejrzeć Silvie, a potem wróci do wędrówki. 
Po jakiś dziesięciu minutach znalazł się koło...
- Hala skokowa.- przeczytał na głos. Zsiadł z konia i poszedł rozejrzeć się po ośrodku. Wziął lejce w rękę i zaczął iść w kierunku drewnianych domków 
- Hallo? Jest tu ktoś?- spytał. Wokół niego była tylko głucha cisza. Wkońcu chrzęst kopyt i rżenie konia przerwało ten stan. Obrócił się i skierował swój wzrok na Silvie.
- To ty, kochana?- powiedział. 
- Kim jesteś? Należysz do Longfield Centre?- powiedziała postać, krzyżując ręce na piersi.
- Jestem...- zawahał się. A jeżeli oglądała telewizję- Jestem Seevay. I...N-nie. Jestem tu przypadkowo.

< Ktoś? >

Nowy jeźdźiec - Mattev


Mattev Ripteloong
Jeździec